top of page

Elizabeth 1

A.

Szanowni Państwo

Organizatorzy IX edycji konkursu „UKisOK”!

Pragnę się z Państwem podzielić moimi wrażeniami z miesięcznego pobytu na dworze Królowej Anglii – Elżbiety I Tudor.

Było wspaniale! Ale zacznę od początku, czyli od tego dlaczego, spośród tylu możliwości, wybrałam właśnie Królową Dziewicę, czy też jak inaczej o niej mówiono Dobrą Królową Bess.

Przede wszystkim moim zdaniem była ona jedną z najlepszych Królowych w dziejach Zjednoczonego Królestwa. Była wyjątkową kobietą – silną, mądrą i zdecydowaną, która dbała o dobro swoich poddanych – których często nazywała swoimi dziećmi. Ponadto była odważna i niezależna, co potwierdzają słowa hrabiego Ferii – dworzanina i agenta króla Hiszpanii Filipa II, który w jednym ze swych raportów, tak pisał o królowej Elżbiecie I: „Jest zdecydowana, aby nie dać sobą rządzić nikomu”.

Ponadto w czasach, kiedy rola kobiety ograniczała się do prowadzenia domu i rodzenia dzieci Elżbieta I potrafiła wyjść poza ramy narzucone przez społeczeństwie w którym żyła
i udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że kobieta może rządzić krajem równie dobrze jak mężczyzna. W ciągu prawie 45 lat swoich rządów, łącząc „cnoty królewskie" z kobiecą dyplomacją, chroniła swoje państwo przed politycznymi wrogami wewnątrz i poza jego granicami, a także położyła fundamenty pod budowę morskiej potęgi oraz pod przyszłą imperialną potęgę Wielkiej Brytanii. O pozycji królowej Elżbiety I w okresie jej rządów mogą świadczyć też słowa, jakie o ówczesnej władczyni Anglii, wypowiedział papież Sykstus V: „Jest tylko kobietą, panią zaledwie połowy wyspy, a jednak wzbudza lęk Hiszpanii, Francji… wszystkich”. Właśnie dlatego wybrałam pobyt na dworze królowej Elżbiety I Tudor!

Najważniejsze było dla mnie jednak to, że mogłam być z moją królową podczas tego pamiętnego, sierpniowego dnia roku pańskiego 1588, kiedy przemawiała do żołnierzy
i marynarzy zgromadzonych w porcie w Tilbury, oczekujących na starcie z niezwyciężoną, hiszpańską Wielką Armadą. Widziałam jak wszyscy, nie tylko ja, patrzyli na nią z zachwytem jak jedzie na białym koniu, ubrana w białe szaty, srebrną zbroję i lśniący hełm. Wyglądała wręcz zjawiskowo i byłam pewna, że wypowiedziane przez nią słowa muszą przynieść zamierzony skutek. Po prostu cała ta sytuacja była jakaś magiczna. Królowa Elżbieta I zademonstrowała wtedy światu, jaka jest odważna i jak dobrą jest władczynią, wygłaszając płomienną mowę dzięki czemu tchnęła ducha walki w swoich żołnierzy. Zapewniła ich, że dobro jej poddanych oraz całego królestwa było zawsze jej nadrzędnym celem, a także że nie przyszła do nich dla rozrywki, ale po to, aby żyć i umierać wraz z nimi. Ostrzegła również, że jeśli ktokolwiek podejmie się ataku na jej królestwo, to jest gotowa sama stanąć do walki. Bojąc się zaś, że fakt, iż nie jest mężczyzną, może osłabić morale Anglików, swoją przemowę zakończyła pamiętnymi słowami: „Wiem, że mam ciało słabej i wątłej kobiety, ale mam również serce i odwagę króla”. I jestem przekonana, że nikt w tym momencie w to nie wątpił. I słowa królowej przyniosły zamierzony efekt, gdyż Wielka Armada, nazywana przez Hiszpanów niezwyciężoną, dzięki lepszemu dowodzeniu i taktyce oraz sprzyjającej pogodzie, została rozgromiona i pokonana u wybrzeży Anglii. W ten sposób została też złamana dominacja Hiszpanii na morzach, a Anglia narodziła się jako morskie supermocarstwo, którym pozostała aż do II wojny światowej. Bardzo ważne było tutaj również to, że w obliczu najazdu Hiszpanów cały naród, nawet katolicy, stanął przy swojej królowej - Elżbiecie I. Dlatego też można powiedzieć, że wydarzenie to miało bardzo duży wpływ na kształtowanie się angielskiej świadomości narodowej.

            Jako zaufana dworzanka królowej Elżbiety I pomagałam mojej pani w codziennych czynnościach: przy myciu się, ubieraniu się, czy w trakcie posiłków. Przygotowywałam też kąpiele dla mojej królowej i byłam na każde jej wezwanie.

Królowa Elżbieta I była wielką elegantką i prawdziwym dyktatorem ówczesnej mody, a jej styl ubioru naśladowano przez wiele lat na całym europejskim kontynencie. Miała wręcz słabość do pięknych sukni oraz kosztownej biżuterii. Zdawała sobie bowiem sprawę, że jako królowa i władczyni Anglii musi dla swych poddanych uosabiać piękno, majestat i potęgę. Nasza królowa była w centrum zainteresowania i to ona wyznaczała trendy, które tak chętnie kopiowały szlachcianki oraz jej damy dworu, w tym ja. Uwielbiałam ubierać się w te piękne zdobione suknie, których miałam naprawdę dużo. Ubieranie zajmowało mi zawsze dużo czasu, ponieważ założenie tych wszystkich części garderoby było czasochłonne. Pod spód ubierałam koszulę (czyli chemise), spódnicę (petticoat), farthingale, czyli coś w rodzaju usztywnionej spódnicy, która nadawała ubiorowi kształt trójkąta, gorset, który najczęściej też był usztywniany i na który nakładany był parlet, potem bumroll, który nakładany był na biodra, żeby nadać sukni specjalny kształt oraz wreszcie główna spódnica, czyli kirtle.
Z zewnątrz widoczna była zaś suknia (gown), która była rozcięta tak że spódnica (kirtle) była widoczna. Jak Państwo widzicie kobiety w epoce elżbietańskiej miały co ubierać, gdyż tych warstw ubioru było naprawdę dużo. Suknie były z wysokimi kołnierzami, często koronkowymi (których ja osobiście nie lubiłam) lub kryzami, haftowane złotem
i przyozdabiane drogimi klejnotami. Najpiękniejsze miała oczywiście nasza Pani Królowa Elżbieta, ale tak jak inne damy dworu, ja chciałam i próbowałam ją w tym naśladować, a że byłam zaufaną damą dworu królowej, mogłam nosić prześliczne suknie. Dowiedziałam się przy okazji, że rubiny zdobiące suknie wskazywały, że nosząca je osoba kieruje się rozumem, zaś perły, które tak uwielbiała królowa Elżbieta I, symbolizowały czystość i niewinność, co przecież jak najbardziej przystawało do wizerunku Królowej Dziewicy.

Podobało mi się też to, że często mogłam nosić rozpuszczone włosy, które w tamtym czasie były symbolem czystości i dziewictwa, i które dodatkowo mogłam przyozdabiać biżuterią. Ponadto mogłam mieć kręcone włosy, ponieważ takie włosy preferowała nasza królowa. Efekt falowanych włosów uzyskiwano wtedy przy pomocy specjalnych gorących szczypców.

                Niestety panowała też wtedy moda na makijaż, którą wprowadziła nasza królowa. Piszę niestety, ponieważ ja nie lubiłam nosić makijażu i tego okropnego pudru, którego grube warstwy musiałam na sobie nosić. Najmodniejszy makijaż epoki elżbietańskiej to blada cera, różowe policzki i czerwone usta. Ideał kobiety w tamtych czasach to przede wszystkim blada blondynka. Blondynką jestem, więc z włosami nie miałam problemów, ale żeby mieć tak bladą cerę, jaka wtedy była preferowana, musiałam używać specjalnej substancji zrobionej z następujących składników: białko z jajka, sproszkowane skorupy jaj, ałun, boraks, ziarna białego maku. Tak przygotowany płyn kosmetyczny miał właściwości wybielające skórę i był nakładany nie więcej niż trzy razy w tygodniu, ponieważ w przeciwnym razie mógł uszkodzić lub podrażniać skórę. Nasza królowa, do wybielania skóry, lubiła też używać specjalny balsam, który nazywał się „Weneckim Cerusytem”.

            Jeżeli chodzi o jedzenie to nie mogę narzekać, gdyż pomimo tego, że królowa nie lubiła jadać obfitych posiłków, ani urządzać wielkich bankietów mogłam jeść pieczone, na specjalnym rożnie wieprzowinę, cielęcinę, jagnięcinę, dziczyznę oraz kurczak w ziołach czy ryby, a także pieczone ptaki, które jadłam po raz pierwszy, takie jak wróble, bażanty czy skowronki. Królowa Elżbieta I przykładała też wielką wagę do kontynuowania tradycji bezmięsnych dni zwanych za jej rządów dniami rybnymi (fish days). Dla mnie jednak nie był to żaden problem, ponieważ ja bardzo lubię ryby, a do tego była ich taka różnorodność (flądry, foki, minogi, łososie, szczupaki, węgorze, karpie, pstrągi i leszcze), że beż żadnego żalu mogłam jeść ryby zamiast mięsa. Suszone ryby były zaś podawane w formie mielonej razem z orzechami i szlachetnymi przyprawami. Niestety w tym czasie w Anglii nie było popularne jedzenie owoców i warzyw, które uważane były za chorobotwórcze. Ekskluzywnymi daniami, które dane mi było spróbować były owoce morza (które niestety nie smakowały mi), suszone daktyle, rodzynki, figi, porzeczki i migdały. Z tych ostatnich przyrządzano smakowite migdałowe mleko, śmietanę, serek i słodzoną kosztownym cukrem masę marcepanową, którą zajadała się sama królowa Elżbieta I.  Ja też uwielbiałam tę masę marcepanową. Jednym z drogich importowanych produktów był również ryż, z którego przyrządzano pyszny ryżowy pudding z mlekiem migdałowym, cynamonem, szafranem, imbirem i suszonymi owocami, dodatkowo słodzony i czasem barwiony. W związku z tym, że królowa Elżbieta I uwielbiała słodycze, które często i chętnie jadła, każdy posiłek kończyła jakimś deserem. To mi bardzo odpowiadało, gdyż ja też uwielbiam słodycze i mogłam zajadać się np. orzechami w cukrze, marcepanem, piernikami i kandyzowanymi owocami,
a także pysznymi deserami wyglądem przypominającymi połeć bekonu czy plastry schabu, a w rzeczywistości składającymi się niemal wyłącznie z cukru. Cukier był tak bardzo popularny, że dodawano go do wszystkich dań, nie tylko deserów, ale nawet do mięs. Nie zdawano sobie bowiem wtedy sprawy ze szkodliwości cukru ani nie łączono jego spożycia z pojawieniem się próchnicy, która od tej pory stała się prawdziwą plagą. Doszło nawet do tego, że za czasów elżbietańskich mniej zamożni, których nie stać było na szkorbutogenny tryb życia, czernili sobie zęby, by upodobnić się do królowej i jej dworu.

Dynamiczne podboje nowych krain owocowały ponadto nie tylko zwiększoną podażą cukru, ale także zamorskich korzeni i przypraw, które chętnie dodawano do przyrządzanych potraw.

            Jako zaufana dama dworu królowej miałam wiele obowiązków, ale nie oznaczało to, że nie miałam czasu na żadne przyjemności. Kiedy tylko mogłam chodziłam do teatru, który był jedną z ulubionych rozrywek samej królowej Elżbiety I. Ale do teatru chodzili wtedy wszyscy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, arystokracja i mieszczaństwo. Była to jedna z najbardziej lubianych rozrywek w tym okresie. Dzieła znanych twórców można było poznać jedynie poprzez obejrzenie spektaklu w teatrze. I tak obejrzałam w teatrze tragedię „Tamerlan Wielki” Christophera Marlowe’a - jednego z najbardziej znanych twórców tego okresu, czy też „Tragedię hiszpańską” Thomasa Kyda – jednego z najważniejszych pisarzy epoki teatru elżbietańskiego. Poznałam też samego Williama Shakespeara, który jednak w tym czasie jeszcze nie był znany i cała sława była dopiero przed nim. Byłam w teatrze The Theatre, czyli w pierwszy wybudowanym teatrze (przez J. Burbage’a) w Londynie, którego pojawienie się było dla ludzi epoki elżbietańskiej całkowitym przełomem w rozrywce, porównywalnym z pojawieniem się kin w XX wieku oraz w wybudowanych nieco później teatrach The Curtain i The Rose. Mogłam też oglądać przedstawienia teatralne na dworze królowej, która utrzymywała swoją prywatną grupę aktorów, wystawiającą przedstawienia specjalnie dla niej.

            W jednej z wielu szkół tańca włoskiego, które w owym czasie działały w Londynie miałam też możliwość nauczyć się tańczyć galiardę – taniec włoski, który był ulubionym tańcem samej królowej Elżbiety I. Muszę przyznać, że jest to bardzo szybki i skoczny taniec i trzeba mieć przy nim niezłą kondycję, ale też bardzo przyjemny.

                Mogłam też poznać wielu znanych uczonych i artystów angielskiego renesansu, jak choćby np. Nicholasa Hilliarda – angielskiego jubilera i iluminatora książek, artystę malarza znanego z wykonywania portretów królowej Elżbiety I, Edmunda Spencera – angielskiego  poetę i humanistę, czy też Thomasa Byrda – angielskiego kompozytora i organistę, na którego koncercie też byłam. Lubiłam też słuchać jak gra sama królowa Elżbieta, która była osobą wykształconą muzycznie i potrafiła grać  na lutni i wirginale.

            Na dworze królowej Elżbiety I mogłam też podziwiać pokazy Johna Dee – szanowanego matematyka, geografa, astronoma, a także astrologa i okultysty, który na dworze królowej Elżbiety I uprawiał swe sztuki, a którego królowa nazywała swoim filozofem. Ciekawostką jest to, że to właśnie John Dee spopularyzował termin „imperium brytyjskie” i roztaczał przed królową Elżbietą wizję jej przyszłego mocarstwa utworzonego dzięki panowaniu na morzach oraz skolonizowaniu nowych lądów.

                W czasie mojego pobytu na dworze Królowej Elżbiety I poznałam też jej słynnych i najbardziej zaufanych polityków i doradców Williama Cecila, z którym królowa chętnie grywała w szachy w prywatnej komnacie i Francisa Walsinghama, który podobno skrycie kochał się w królowej.

            Dla mnie najciekawsze były jednak spotkania z „Piratami Elżbiety”, czyli z Francisem Drakem – najsłynniejszym piratem królowej Elżbiety oraz Johnem Hawkinsem – głównym budowniczym i reorganizatorem elżbietańskiej floty. Mogłam godzinami słuchać ich opowiadań o morskich przygodach i zadawać pytania dotyczące nawet najdrobniejszych szczegółów ich wypraw.

            Podczas mojego miesięcznego pobytu na dworze królowej Elżbiety I byłam też świadkiem wielu ciekawych zdarzeń.

Królowa Elżbieta I była przewrażliwiona na punkcie swego wyglądu i bardzo dbała
o swój wizerunek, do tego stopnia, że cenzurowała nawet swoje portrety. Maskowała też efekty swojej starości - siwe włosy ukrywając pod imponującą rudą peruką. Aby zaś ukryć zmarszczki oraz blizny po przebytej w 1560 r. ospie, których bardzo się wstydziła, nakładała na twarz makijaż wykonany z wielu warstw białego pudru

Królowa dbała bardzo o kondycję i sprawność fizyczną, którą zawdzięczała swojej sportowej pasji. Codziennie poświęcała kilka godzin na fizyczną aktywność, którą była – poza konną jazdą – gra w tenisa ziemnego. Ja też bardzo lubiłam w wolnym czasie pograć w tenisa lub razem z królową pojeździć konno – to właśnie królowa nauczyła mnie jeździć na koniu.

Ciekawe jest też to, że królowa, która raczej publicznie nie wspominała swojej matki Anny Boleyn (zawsze mówiła o sobie jako o córce Henryka VIII), aż do śmierci nosiła pierścień, który miał w środku dwa małe portrety – jej oraz jej matki!  Świadczyć to może
o tym, że mimo, że nie mówiła o swej matce i nie wspominała jej, przynajmniej publicznie, to jednak nosiła pamięć o swojej matce głęboko w sercu.

Wbrew pozorom królowa nie była kobietą wysoką, dlatego też podczas każdej audiencji królowa Elżbieta I stała, a każdy, kto się do niej zwracał, musiał przyklęknąć i w ten sposób mogła górować nad wszystkimi.

Królowa Elżbieta I potrafiła być czuła i opiekuńcza. Byłam świadkiem jak osobiście karmiła swoich dworzan podczas ich choroby.

            Pamiętam też wielki smutek królowej, jaki ją ogarnął po śmierci Roberta Dudley’a -  pierwszego hrabiego Leicester we wrześniu 1588 roku – jej, jak się mówiło, najważniejszego faworyta, którego prawdziwie kochała. To właśnie on podążał tuż obok konia, na którym jechała królowa Elżbieta I, podając jej tekst słynnego przemówienia, które wygłosiła w Tilbury. Pamiętam jak zrozpaczona królowa zamknęła się w swojej komnacie nie będąc w stanie spotkać się ani ze swoim dworem, ani z ministrami, gdzie szlochała tak długo, aż zaniepokojeni dworzanie wyważyli drzwi. Żałoba po ukochanym przesłoniła jej nawet radość ze słynnego zwycięstwa angielskiej floty nad Wielką Armadą Filipa II. Było mi jej wtedy naprawdę żal.

Robert Dudley był podobno jedynym mężczyzną w całym królestwie, który potrafił dotrzymać królowe tempa podczas jazdy konnej, która była jedną z największych pasji Elżbiety I. Królowa potrafiła spędzać wiele godzin na przejażdżkach, które bardzo szybko zmieniały się w szalony galop, co zresztą doprowadzało doradców, obawiających się o jej bezpieczeństwo, na skraj załamania.

Królowa Elżbieta I była też wielką miłośniczką tańca i uwielbiała tańczyć. A że uczyli ją tego najlepsi nauczyciele, to królowa brylowała na parkietach. Okazji zaś do tego miała dużo, bo z jej rozkazu często organizowano bale, w tym także maskowe, na których królowa mogła prezentować swój kunszt tancerski. Ponadto na dworze królowej Elżbiety I tańce były traktowane jako forma codziennych ćwiczeń fizycznych, a jej ukochanym tańcem była galiarda, którą królowa tańczyła właśnie dla utrzymania formy fizycznej, ćwicząc często od wczesnych godzin porannych.     

 Jedną z największych pasji królowej Elżbiety I były języki obce. Królowa władała aż siedmioma językami. Ponadto dla przyjemności tłumaczyła na język angielski klasyczne utwory z greki i łaciny.

Królowa miała też dziwne, jak na kobietę, upodobania, gdyż z nieskrywanym zachwytem lubiła przyglądać się krwawym walkom kogutów, psów i niedźwiedzi i to pomimo tego, iż lubiła zwierzęta. Może wynikało to z jej zamiłowania do polowań, albo z jej męskiego pierwiastka, który niewątpliwie posiadała.

Ciekawostką jest też to, że podobno niejedna dama dworu miała u swojej królowej spore długi po rozegraniu kilku partii gry w karty lub szachy, gdyż królowa lubiła hazard
i lubiła grać w szachy, a przede wszystkim w karty na pieniądze.

Nie zapomnę też ciekawego rytuału jedzeniowego, którego byłam świadkiem, a który mógł być obserwowany przez widzów, oczywiście tylko szlachty i dworu. Do pustej sali jadalnej wchodzili dworzanie z półmiskami w rękach, potem stawiali półmiski na stole
i odkrywali jadło. Wtedy dama dworu odpowiedzialna za sprawdzanie jadła dawała kęs każdego dania tym dworzanom i w ten sposób wszystko było sprawdzone czy potrawy nie są zatrute. Odbywało się to bez słowa przy akompaniamencie dwunastu trębaczy i dwóch kotłów umilających czas przez pełne pół godziny. Po przetestowaniu jadła na obecność trucizny pojawiały się dwie damy dworu i zanosiły dania do prywatnych pokojów królowej. Królowa wybierało tylko jedno czy dwa dania, gdyż jadała bardzo skromnie, a reszta jadła należała już do dam dworu.

            Podsumowując, jak Państwo czytacie, był to pobyt pełen niezwykłych przeżyć, które na zawsze zostaną w mojej pamięci, którego nie mogłam sobie lepiej wymarzyć. A na wspomnienie przemówienia w Tilbury od razu mam dreszcze i gęsią skórkę, tak wielkie było to dla mnie przeżycie.

Pozdrawiam

xyz

B. 

Droga Katarzyno!

Odkąd przebywasz na dworze w Toskanii, tak wiele się wydarzyło w moim życiu.

 

Przyszło mi na jakiś czas opuścić dwór naszej Najmiłościwszej Pani-Królowej Elżbiety. Wracam jutro do Southampton, a wiesz przecież, że powinnam jako dama dworu, być cały czas przy Jej Wysokości. Ale Królowa w swej łaskawości, pozwoliła mi przebywać z chorym ojcem. Myślę, że dlatego iż był kiedyś nadwornym medykiem, leczył jeszcze ojca Jej Wysokości, Króla Henryka. To dla mnie wielki zaszczyt przebywać tak blisko Monarchini. Teraz mam okazję przyjrzeć się jej bliska. Królowa jest wysoka, ma brązowe oczy i rude kręcone włosy. Boi się myszy, ale kiedy ją ktoś zdenerwuje potrafi rzucać różnymi rzeczami i straszy pobytem w Tower. Byłam nawet świadkiem jak przeklina. Królowa ma teraz 47 lat, czasami jej przemowa jest niewyraźna, ponieważ brakuje jej kilku zębów. Ale o tym nie można głośno mówić i tak jest moją umiłowaną piękną Królową. Poza tym Jej Wysokość jest wszechstronnie wykształcona, zna kilka języków, pisze wiersze, lubi oglądać przedstawienia a w trakcie swoich podróży widziałam, jak rozmawia i słucha zwykłych ludzi.

 

Ale pewnie jesteś ciekawa co się działo przez ostatni miesiąc? To były kolejne dni pełne wrażeń, tyle się działo! Na początku miesiąca przybył krawiec, pokazywał nam nowe wzory sukien m.in. z Francji i Polski, ale też nowe tkaniny ze Wschodu. Tyle pięknych materiałów! A kolory przyprawiały o zawrót głowy.

 

Królowej najbardziej przypadły do gustu wzory francuskie. Jej Wysokość wybrała tkaninę koloru ecru z wytłaczanym pomarańczowym wzorem, przeplataną złotymi nićmi, pięknie haftowaną i ozdobioną szafirami i diamentami, z lamówkami z futra gronostaja. Też bym taką chciała, ale nie możemy aż tak strojnych ubierać. Królowa zawsze ma piękne koronkowe krezy wokół szyi ozdobione np. diamentami. Krezy są mało wygodne, ale eleganckie. Jej Wysokość zakupiła również kilka peruk a dla nas jedwabne rękawiczki i atłasowe torebeczki wyszywane perełkami. Było trochę mało czasu, ale na szczęście krawcy zdążyli dostarczyć wszystkie suknie na wczorajsze wielkie przyjęcie z okazji przyjazdu ambasadora z Hiszpanii. Ja wybrałam na suknię i spódnicę tkaninę zieloną, ze srebrną nitką, rękawy oczywiście pięknie haftowane a buty z czerwonego weluru z czarną wstążką wokół kostki. Do tego koronkowa kreza ze złotą oblamówką i cekinami, naszyjnik z granatami i złotą zawieszką w kształcie róży. Założyłam kolczyki z perełkami i szpilki do włosów też wybrałam z perłami.

 

Było trochę chłodno, więc ubrałam żółto-czerwoną pelerynę z kapturem i srebrnymi frędzelkami.

 

Jak będę u rodziców, pani Sparrow obiecała mi nowe koszule z bufiastymi rękawami, muszę też sobie sprawić nowe pończochy, te wełniane są już za ciepłe, a mam tylko dwie pary jedwabnych. No i oczywiście codziennie zakładam gorset, ale powoli staje się za mały. Dobrze, że nie musimy ubierać już tych nakryć-kapturów na głowę, które jeszcze nosiła nasza mama. A jakie fryzury są u Was modne? Ja kręcę włosy w drobne loczki nad czołem i trochę po bokach, no i mam nadal jasne włosy, Leticia zabarwiła na kolor rudy, to modny kolor tu w Anglii. Ja używam tej mieszanki na rozjaśnienie włosów z rabarbaru i białego wina- po umyciu głowy nakładam to na włosy i czekam aż wyschną a potem myję je ponownie. Wy zapewne nie malujecie twarzy, Beatrice trochę się maluje, żeby zakryć blizny po ospie, czasami pożyczam od niej trochę ceruse i vermilionu na usta, żeby dodać im czerwieni, ale to na większe bale, bo na co dzień stosuję tylko trochę białego pudru na całą twarz.

 

 

W pałacu Richmond rozpocznie się niedługo wielkie sprzątanie, więc cały dwór będzie przebywał teraz w Greenwich. To tutaj rok temu Książe Alençon przybył na spotkanie z Królową. Biedak wciąż oczekuje na decyzję Jej Wysokości w sprawie małżeństwa. Wiem też, że ciągle śle listy do Królowej, która podobno ma wkrótce się zdecydować. W trakcie pobytu zjedli wystawną kolację i wydaje się, że zgadzali się ze sobą, mimo, że Jej Wysokość nazywa go Księciem Żabą i jest od niego starsza. Na drugi dzień odbyło się polowanie, w trakcie którego Królowa upolowała dwa piękne jelenie. Polowanie trwało kilka godzin, zakończyło się piknikiem w lesie i pokazem umiejętności królewskich jastrzębi.

 

Kochana Katarzyno, jestem ciekawa co na co dzień porabiasz na dworze Franciszka I w Toskanii? Ja codziennie wstaję około godziny piątej, potem uczestniczę we mszy. Na śniadanie jem tutaj chleb, wędlinę, trochę nabiału a do picia 'ale'. Na obiad i kolację mamy zazwyczaj do wyboru wołowinę, cielęcinę, drób, dziczyznę, ryby (łosoś, węgorz, szczupak, jesiotr) a także ostrygi, mule i kraby. Do picia jest 'ale' lub wino.

Trochę mniej jemy warzyw i owoców, wiesz przecież, że to raczej jedzenie dla niższych klas. Jeśli już pojawiają się na stole, to z warzyw np. marchewka, rzepa, skirret a z owoców: truskawki, gruszki, pomarańcze, granaty i brzoskwinie. Desery zawsze są fantastyczne, to przeważnie różne miody, ciasta z kremem, babeczki, puddingi a ostatnio modne są owoce w syropie. Wszystkie posiłki są zawsze podane na srebrnej zastawie i są pięknie udekorowane np. pawimi piórami. Z nowinek, które przywieziono z Nowego Świata lubię pomidory, Sir Walter namawia nas do jedzenia ziemniaków, lecz wydają mi się trochę mdłe, a ten cały tytoń to okropieństwo, panowie to palą i okropnie pachnie.

 

Po obiedzie zazwyczaj z innymi pięcioma damami dworu czytamy w prywatnej komnacie z Królową. Ja trochę czytam po włosku, ale powinnam wziąć jeszcze parę lekcji, za to z francuskiego jestem lepsza od Dorothy. Dziś Królowa zjadła u siebie w komnacie, zaraz po obiedzie poszłyśmy na spacer po ogrodach. Na przechadzki zabieramy wtedy ulubione psy Elżbiety, te urocze spanielki lubią być noszone na rękach. Jeśli Królowa chce pobyć trochę sama, to w wolnym czasie gramy w tenisa, w kręgle lub tryktraka. A wczoraj było śmiechu co niemiara, kiedy graliśmy w Lisa i Gęsi. Po kolacji około godziny 8 prawie codziennie w Sali Głównej odbywają się przedstawienia, koncerty, poeci recytują swoje wiersze, są też bale lub po prostu tańce i śpiewy. Ostatnio z Mary doskonaliłyśmy się w krokach galiardy. Na następnym balu musi wyjść już dobrze. Pan Francis, który uczy nas kroków mówi, że robimy postępy. Za to nie wszystkim na dworze podoba się ten nowy taniec volta- to podnoszenie do góry, przecież widać wtedy kostki! Nie jestem przekonana… Za to Jej Wysokość Elżbieta lubi to tańczyć, zwłaszcza z Sir Robertem. Jest bardzo przystojny i zabawny.

 

W wolnych chwilach piszę też listy, wyszywam lub haftuję, Martha woli rysować a Królowej bardzo podobają się jej rysunki. Królowa, która sama gra na kilku instrumentach (np. na lutni), zachęca nas do gry, więc mamy dwa razy w tygodniu lekcje gry na wirginale. Gdy jest ładna pogoda wybieramy się na przejażdżki konne, chociaż nikt nie dorównuje Królowej, a ostatni jej nabytek to koń specjalnie sprowadzony z Irlandii.

 

A najważniejsze nowiny zostawiłam na koniec. Z podróży dookoła świata, na którą wyruszył w 1577 roku, powrócił Sir Drake. W zeszłym roku dotarł do zachodnich brzegów Ameryki Północnej i nazwał je w imieniu Królowej Nova Albion. Podobno jego statki były wyładowane złotem, srebrem, jedwabiem i drogocennymi kamieniami. Złośliwi nazywają go głównym złodziejem nieznanego świata. Był przez pewien czas w niełasce u Jej Wysokości, gdy dowiedziała się o jego grabieżach statków należących do Hiszpanii. Królowa zezwoliła mu jednak na przybycie do Richmond, aby pokazał jej co przywiózł. Pojawił się dwa tygodnie temu z kilkoma końmi objuczonymi srebrem i złotem, podarował Jej Wysokości pamiętnik ze swojej trzyletniej podróży i długi list. Sir Francis spędził z Królową ponad sześć godzin opowiadając jej o swoich przygodach. Jej Wysokość zadawała wiele pytań i widać było, że jest zachwycona opowieściami Sir Drake'a.

 

Krążą plotki na dworze, że w Plymouth Sir Drake zostawił 20 ton srebra, 5 skrzyń złota, dużą ilość pereł z czego część miała zostać zdeponowana w Tower. Mary, która pracuje w kuchni mówiła, że w tym tygodniu w kierunku skarbca zmierzało 46 koni, a każdy miał skrzynie ze złotem i srebrem ważące 220 funtów. To wszystko nie poprawi naszych stosunków z Hiszpanią, ale ufam, że Jej Wysokość w swej mądrości na pewno zażegna konflikt, może poślubi króla Hiszpanii Filipa? Czas kończyć, zaraz Królowa będzie mnie potrzebować, idziemy obejrzeć komedię 'Delight' grupy teatralnej z Leicester.

Mam nadzieję, że wkrótce się znowu zobaczymy,

Twoja Blanche.

Pałac w Richmond, 26 października 1580 roku.

bottom of page